2020-06-08, 13:18:07
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 2020-06-08, 13:29:13 {2} przez Chalkon.)
Irontrybex,
Zacytuję tu Wiktora Suworowa. Sorry, że stosuję takie wymyślne figury retoryczne. Jest to rada, jaką sprytny stary handlarz dał początkującemu sprzedawcy arbuzów:
"Dobrym ludziom sprzedawaj dobre arbuzy, a normalnym - normalne"
NIE KAŻDY KLIENT PÓJDZIE TAM, GDZIE TANIEJ. Niektórzy klienci idą tam, gdzie jest LEPSZY, a NIE TAŃSZY TOWAR.
Tylko że trudno być fotografem kanapek z serem lepszym od innych fotografów kanapek z serem.
Jak świat światem zawsze zarabiało się na robieniu tego, czego inni robić nie mogli lub nie potrafili. Pierwszy aparat cyfrowy kupiłem w 2000 albo 2001 roku. Byłem drugą firmą w mojej branży, która kupiła lustrzankę. Pierwsza firma - duża i bogata - zapłaciła za aparat 30000 złotych. Ja byłem znacznie biedniejszy, więc zapłaciłem coś ponad 4000 za lustrzankę 4 MP bez wymiennej optyki, ale dającą możliwość robienia fotografii zbliżeniowych. Dało mi to i tak ogromną przewagę nad 99% firm w branży numizmatycznej. Dziś taki aparat jest wart może 100 złotych i oczywiście nie daje żadnej przewagi nad innymi.
Ludzie, którzy wcześnie dołączyli do branży stockowej zarobili duże pieniądze na tym tylko, że wcześnie dołączyli. Ale dziś prawie każdy usiłuje się w to bawić i załamanie rynku jest oczywistą oczywistością.
ZAROBI TYLKO TEN, KTO ROBI COŚ, CO JEST POTRZEBNE, A CZEGO INNI NIE POTRAFIĄ.
Wyjątkowy pejzaż sprzeda się za kilkaset złotych, ale musi być wyjątkowy. Wydawca ekskluzywnego kalendarza woli wydać na zdjęcia 4000 złotych i mieć najlepsze, niż wydać na mikrostocku 80 złotych za 12 zdjęć i mieć przeciętne.
Jestem, jak napisałem, bardzo świeżym świeżakiem, więc niech nikogo nie dziwi, że zadaję dziecinne pytania. Potrzebny jest stock, który spełnia następujące warunki:
1.
Sprzedaje zdjęcia na sztuki, a nie w systemie abonamentowym. Po prostu klient płaci Paypalem albo kartą kredytową i dostaje zdjęcie. PO PROSTU. Od początku było wiadomo, że system abonamentowy to jest gospodarka rabunkowa, która przyspieszy katastrofę. Wielkie stocki chciały dobrze zarobić na zniszczeniu rynku i dobrze zarobiły. Gdyby one tego nie zrobiły, zrobiłby to ktoś inny. Skoro na spowodowaniu katastrofy można zarobić, to na pewno ktoś tę katastrofę wywoła.
2.
Cena zdjęcia zależy od decyzji twórcy (jak wcześniej napisałem są zdjęcia, które można sprzedać za 300 złotych, ale tylko raz, bo rynek jest bardzo wąski i są zdjęcia, które można sprzedać za 300 złotych, sprzedając 300 razy po złotówce). Między najbardziej znanymi mikrostokami a makrostokami jest ogromna luka. Jeżeli w tej luce znajdują się jednak jakieś stocki, to warto się im przyjrzeć.
3.
Oczywiste jest, że jeżeli twórca sam decyduje o cenie sprzedaży, to musi ponieść jakieś koszty utrzymania swojego zdjęcia na stocku, bo inaczej stock będzie dopłacał do wielkiej kupy zbyt wysoko wycenionych knotów. Tak więc stock może pobierać jakąś opłatę za utrzymanie zdjęcia w zamian za to pobierać niższe prowizje od sprzedaży.
CZY ISTNIEJE COŚ TAKIEGO? Bardzo proszę o link.
Zacytuję tu Wiktora Suworowa. Sorry, że stosuję takie wymyślne figury retoryczne. Jest to rada, jaką sprytny stary handlarz dał początkującemu sprzedawcy arbuzów:
"Dobrym ludziom sprzedawaj dobre arbuzy, a normalnym - normalne"

NIE KAŻDY KLIENT PÓJDZIE TAM, GDZIE TANIEJ. Niektórzy klienci idą tam, gdzie jest LEPSZY, a NIE TAŃSZY TOWAR.
Tylko że trudno być fotografem kanapek z serem lepszym od innych fotografów kanapek z serem.
Jak świat światem zawsze zarabiało się na robieniu tego, czego inni robić nie mogli lub nie potrafili. Pierwszy aparat cyfrowy kupiłem w 2000 albo 2001 roku. Byłem drugą firmą w mojej branży, która kupiła lustrzankę. Pierwsza firma - duża i bogata - zapłaciła za aparat 30000 złotych. Ja byłem znacznie biedniejszy, więc zapłaciłem coś ponad 4000 za lustrzankę 4 MP bez wymiennej optyki, ale dającą możliwość robienia fotografii zbliżeniowych. Dało mi to i tak ogromną przewagę nad 99% firm w branży numizmatycznej. Dziś taki aparat jest wart może 100 złotych i oczywiście nie daje żadnej przewagi nad innymi.
Ludzie, którzy wcześnie dołączyli do branży stockowej zarobili duże pieniądze na tym tylko, że wcześnie dołączyli. Ale dziś prawie każdy usiłuje się w to bawić i załamanie rynku jest oczywistą oczywistością.
ZAROBI TYLKO TEN, KTO ROBI COŚ, CO JEST POTRZEBNE, A CZEGO INNI NIE POTRAFIĄ.
Wyjątkowy pejzaż sprzeda się za kilkaset złotych, ale musi być wyjątkowy. Wydawca ekskluzywnego kalendarza woli wydać na zdjęcia 4000 złotych i mieć najlepsze, niż wydać na mikrostocku 80 złotych za 12 zdjęć i mieć przeciętne.
Jestem, jak napisałem, bardzo świeżym świeżakiem, więc niech nikogo nie dziwi, że zadaję dziecinne pytania. Potrzebny jest stock, który spełnia następujące warunki:
1.
Sprzedaje zdjęcia na sztuki, a nie w systemie abonamentowym. Po prostu klient płaci Paypalem albo kartą kredytową i dostaje zdjęcie. PO PROSTU. Od początku było wiadomo, że system abonamentowy to jest gospodarka rabunkowa, która przyspieszy katastrofę. Wielkie stocki chciały dobrze zarobić na zniszczeniu rynku i dobrze zarobiły. Gdyby one tego nie zrobiły, zrobiłby to ktoś inny. Skoro na spowodowaniu katastrofy można zarobić, to na pewno ktoś tę katastrofę wywoła.
2.
Cena zdjęcia zależy od decyzji twórcy (jak wcześniej napisałem są zdjęcia, które można sprzedać za 300 złotych, ale tylko raz, bo rynek jest bardzo wąski i są zdjęcia, które można sprzedać za 300 złotych, sprzedając 300 razy po złotówce). Między najbardziej znanymi mikrostokami a makrostokami jest ogromna luka. Jeżeli w tej luce znajdują się jednak jakieś stocki, to warto się im przyjrzeć.
3.
Oczywiste jest, że jeżeli twórca sam decyduje o cenie sprzedaży, to musi ponieść jakieś koszty utrzymania swojego zdjęcia na stocku, bo inaczej stock będzie dopłacał do wielkiej kupy zbyt wysoko wycenionych knotów. Tak więc stock może pobierać jakąś opłatę za utrzymanie zdjęcia w zamian za to pobierać niższe prowizje od sprzedaży.
CZY ISTNIEJE COŚ TAKIEGO? Bardzo proszę o link.